Te słowa całkiem szybko i płynnie wśliznęły się do naszego języka. Trzeba przyznać, że właściwie nie ma w tym nic dziwnego — bo mimo zapożyczenia (like, hate) wydają się tak bardzo naturalne, jakby były od zawsze; nic tu nie zgrzyta, nie ma też problemów z pisownią, odmianą i tworzeniem form pochodnych. Próby użycia polskich odpowiedników jakoś się nie do końca powiodły, prawdopodobnie ze względu na wieloznaczność tych słów. Ciągle mamy wprawdzie przycisk Lubię to, ale pod nim kryje się kilka różnych możliwości wyrażenia swojej opinii, zarówno tej pozytywnej, jak i negatywnej.

Słowa lajk czy hejt są krótkie, zgrabne i łatwe w użyciu, dlatego tak szybko się zadomowiły w naszym języku. Tak więc częściej lajkujemy wpisy innych osób, niż je polubiamy, zbieramy od znajomych lajki, a nie polubienia, łatwiej też mówimy o fali hejtu niż o fali nienawiści internetowej.