Serwery (a także inne urządzenia i programy) nie są doskonałe i czasem nie działają jak należy. Może wystąpić awaria jakiegoś elementu albo mogą się wyczerpać dostępne zasoby potrzebne do prawidłowej pracy. Informatycy z upodobaniem stosują w takich sytuacjach terminologię wywodzącą się z medycyny. Wymyślili programy, które stale monitorują działanie serwera i sprawdzają, czy pracuje on prawidłowo, z odpowiednią wydajnością i bez przestojów, czy też może jakiś jego element uległ awarii. W takiej kontroli poprawności działania (health check) urządzenia wykorzystywane są okresowe sygnały generowane przez sprzęt (heartbeat). Właściwie to nic dziwnego, że heartbeat kojarzy się z pulsem, zarówno ze względu na tę regularność, jak i na charakter. I nie przeszkadza mi tłumaczenie „sygnał pulsu” w kontekście informatycznym. Niestety, już „raport o zdrowiu programu Firefox” czy też „kondycja serwera” po polsku brzmią kuriozalnie. Ta kondycja jest zresztą niemożliwie eksploatowana i w innych dziedzinach: pytanie o kondycję naszych skoczków jest całkiem naturalne i poprawne, gorzej gdy dziennikarz pyta o kondycję polskiej ortografii, politycy mówią o kondycji państwa, a biznesmeni o kondycji finansowej przedsiębiorstw.