Customer experience

Nie po raz pierwszy język polski nie jest w stanie ogarnąć pojemności angielskiego terminu. Owszem, możemy mówić o doświadczeniach czy wrażeniach klienta, ale brzmi to dość poważnie i niekoniecznie będzie pasować np. do wizyty w sklepie („Jakie ma Pani doświadczenia/wrażenia z ostatniej wizyty w Biedronce?”).

Nie zawsze będą to zatem doświadczenia, czasem będzie to obsługa klienta, tyle że wtedy podchodzimy do całej sprawy ze strony firmy, a przecież to o klienta tutaj chodzi. Customer experience może się też odnosić do korzystania z jakiegoś produktu czy usługi, ale już bez kontaktu z człowiekiem – a czy aplikacja albo serwis WWW obsługuje użytkownika? Trochę zahacza to o personalizację, więc może lepszy będzie komfort użytkowania. Rozdrabniamy się zatem na nie wiadomo ile terminów, podczas gdy w oryginale jest to zawsze to samo. Może dlatego niektórzy nie mają ochoty na te wszystkie dywagacje i po prostu zostawiają to słowo po angielsku, np.: „Po prezentacji IDC wystąpił także XXX, który demonstrował przykłady zastosowania technologii Digital dla uzyskania znakomitego customer experience”. I tak naprawdę wcale im się tak bardzo nie dziwię:).